Historia banknotu sprzed przemiany ustrojowej

Podczas studiów zdarzyło mi się pracować w kiosku. Była to moja pierwsza praca, do tego dorywcza. Chodziło w niej tylko o to, żeby dorobić do opłacenia czynszu w akademiku oraz podreperować prywatny budżet. Pracowałem tylko w weekendy, od rana do wieczora, na tyle, na ile pozwalały mi zajęcia. Z tą pracą wiąże się kilka ciekawych historii, a w tym tekście opowiem o jednym z klientów, któremu zdarzyła się dość fatalna pomyłka.

Banknot banknotowi nierówny

stary banknotTo była zwykła, wiosenna sobota. Jak co tydzień przyszedłem rano do kiosku, otworzyłem go i czekałem na pierwszego klienta. Dzień był nieco deszczowy, wobec czego przez pierwsze dwie godziny nikt się nie zjawiał. Zacząłem z nudów czytać książkę, lecz od razu po otworzeniu jej przyszli pierwsi klienci. Na początku był młody facet chcący kupić gazetę, za nim stał starszy człowiek, któremu najwidoczniej bardzo się spieszyło. Młody mężczyzna długo namyślał się nad tym, którą gazetę wybrać, a gdy w końcu dokonał wyboru, zapłacił i poszedł, do okienka podszedł starszy pan. Powiedział, że poprosi szybko katalog numizmatyczny, który był wówczas w sprzedaży. Widząc, że bardzo mu się spieszy, niezwłocznie wybrałem najnowszy numer i podałem mu go. Zapytał, czy może zapłacić banknotem stuzłotowym, wiedząc, że mogę rano nie mieć odpowiednich drobnych do wydania reszty. Akurat miałem, wobec czego przytaknąłem. Starszy pan położył na ladzie stary banknot, a ja w pośpiechu wydałem odpowiednią resztę. Dopiero, gdy odszedł, zorientowałem się, że coś jest nie tak. Okazało się, że klient wręczył mi replikę banknotu stuzłotowego z okresu PRL-u. Ta reprodukcja pochodziła z poprzedniego numeru tego samego magazynu, który zakupił. Jako, że byłem nowym pracownikiem, zestresowałem się, zamknąłem szybko kiosk i wybiegłem za starszym panem. Całe szczęście udało mi się go dogonić i przedstawić sytuację. Roześmiał się i powiedział, że jest pasjonatem numizmatyki i zawsze nosi przy sobie różne pieniądze, które wyszły z obiegu celem wymiany z innymi hobbystami, po czym wrócił ze mną do kiosku i naprawiliśmy transakcję.

Roześmiałem się również i zamieniłem z nim słowo. Okazało się, że spieszył się na autobus, który niestety już i tak odjechał. Zamówił u mnie prenumeratę swojego ulubionego magazynu i obiecał, że będzie go odbierał co miesiąc. Zjawiał się później rzeczywiście regularnie i zawsze udawało mi się z nim zamienić słowo. Trochę mnie nawet zainteresował swoim hobby, więc zacząłem przeglądać te magazyny. Okazały się ciekawe. Gdy przyszedł po raz kolejny, na pamiątkę tej sytuacji wręczył mi feralny banknot. Dobrze wspominam tę sytuację.